Niezwykła przyjaźń z Kenii. Jak spotkanie z Susan zmieniło nasze życia.


Dlaczego akurat Susan?
Nie wiem. Tyle podróżuję, tyle ludzi spotykam na swojej drodze, a właśnie ona została moją przyjaciółką od serca. W Afryce ludzie chętnie nawiązują ze mną kontakt. Jestem biała – Mzungu, mam dużo dolarów. Jestem dla nich światłem na przyszłość, dla każdego, na kogo zwrócę uwagę. Może Mzungu mi pomoże?

Nie mogę jednak pomagać wszystkim, bo nie można rozdawać pieniędzy. Najlepszym gestem jest dać komuś wędkę, czyli znaleźć sposób na zarabianie.

Susan poznałam w Marsabit w Kenii. Żyje tam plemię Samburu, z unikalnymi obrzędami, językiem i kulturą. Stała przy hoteliku z dziewczynką. Zapytałam, czy tu pracuje, a ona pokazała mi hotelik, w którym rzeczywiście pracowała. Hotel miał kilka pokoi dla przyjeżdżających do Marsabit mieszkańców okolicy. Rozmawiałyśmy przez chwilę i poczułam, że coś między nami zaiskrzyło. Dałam jej wachlarz, który miałam w ręce, a ona ofiarowała mi swoją bransoletkę. Tak właśnie przypieczętowałyśmy rodzącą się przyjaźń.

To z dawnej podróży do Kenii Pierwsze spotkanie.

Podczas tego samego wyjazdu ponownie trafiłam do Marsabit. Susan stała i wypatrywała mnie wśród turystów. W dłoni trzymała wachlarz ode mnie i moją wizytówkę w plastikowym woreczku. Wzruszyłam się i przytuliłam ją.

Mijały lata, a dzieci Susan od czasu do czasu dzwoniły do mnie, pokazując mi Susan. Susan zawsze uśmiechała się serdecznie, co sprawiało, że robiło mi się cieplej na sercu. Pewnego dnia dostałam filmik od jej dzieci. Susan właśnie urodziła dziewczynkę i nazwała ją moim imieniem – Joanna. Joanna ma teraz cztery lata, a nasza przyjaźń wciąż trwa.

Susan i Joanna


Kiedy starsi chłopcy skończyli szkołę podstawową, zapytali mnie, czy mogłabym opłacić im szkołę średnią. Koszt dla dwójki chłopców wynosił ok. 200 USD na semestr. Opłacałam szkołę, a chłopcy wysyłali mi świadectwa i rachunki. Byli wdzięczni.

Please my lovely friend help us Proszę miła przyjaciółko pomóż nam ( chłopcy przed szkołą)
Moja imienniczka Joanna

Nie mieli własnej komórki, a Internetu też nie mają tam na co dzień. Odzywali się do mnie w różnych momentach mojego życia – tych radosnych i tych skomplikowanych. Przejmowali się moimi problemami. Cała wioska modliła się, kiedy mój tata zachorował. Przesyłali słowa otuchy.

Am going to mountains to pray for your father ( idę w gory modlić się o Twojego tatę)
Jak się masz? Habari gani?

Czasem byłam zbyt zajęta, by odebrać od nich telefon, innym razem rozmawiałam z przyjemnością i radością.

Pozdrawiamy

W 2024 roku nagle zmarł mąż Susan na zawał serca. Był pracowitym, dobrym człowiekiem. Przesłałam jej swoje wyrazy współczucia.

Odpoczywaj w pokoju Kochamy Cię tato!

Jakież było moje zdziwienie, gdy miesiąc później otrzymałam od niej filmik. Susan właśnie urodziła chłopca i nazwała go imieniem mojego syna – Mateusz (Matthew).

Susan ma syna Mateusza

Los sprawił, że wróciłam do Kenii po siedmiu latach. Niestety, nie udało mi się dotrzeć do Marsabit. Zapytałam Susan, czy mogłaby przyjechać do Nairobi.

To była wielka wyprawa dla nich. Przyjechała wraz z najstarszym synem Silvio i najmłodszym, pięciomiesięcznym Mateuszem. Opłaciłam im przejazd autobusem i mały hotelik w Nairobi. Droga musiała być bardzo męcząca – jechali do mnie osiem godzin!

Prezent dla cioci babci Starsi ludzie w Afryce mają bardzo wysoką pozycję i są bardzo szanowani
Mój tata i jego prezent
Prezenty! Dla mojego taty jest na prawdę wow!
Prezenty

Spotkanie w hotelu w Nairobi było jedną z najpiękniejszych chwil mojego życia. Dla takich chwil warto żyć! Silvio chce być nauczycielem w szkole podstawowej. Czuję, że robię coś wielkiego, dając mu taką możliwość.


Gdzie się schował Mateusz?

Nasza przyjaźń z Susan trwa już wiele lat, mimo dzielącej nas odległości. Dla niej i jej rodziny jestem kimś ważnym, ale prawda jest taka, że oni również zmienili moje życie. Ich wsparcie w trudnych chwilach, modlitwy za mojego tatę, a także zwykła, codzienna troska pokazały mi, jak głęboka może być więź między ludźmi, nawet jeśli pochodzą z zupełnie różnych światów.

Każda rozmowa z Susan, każdy uśmiech jej dzieci przypominają mi, jak wiele znaczą małe gesty i jak silny może być wpływ, który wywieramy na siebie nawzajem. Spotkanie z Susan i jej rodziną było jednym z najważniejszych doświadczeń w moim życiu. Dziś wiem, że nie chodzi tylko o pomoc materialną, ale o prawdziwe połączenie dusz, które daje nadzieję i radość obu stronom.

Ta przyjaźń jest dla mnie dowodem na to, że w życiu najważniejsze są relacje, które budujemy. To one nadają naszemu życiu sens, przynoszą radość i poczucie spełnienia. Spotkanie z Susan było darem, który otrzymałam, choć początkowo to ja chciałam dać coś od siebie. Teraz wiem, że w przyjaźni zawsze obie strony dają i obie strony otrzymują. I za to jestem nieskończenie wdzięczna.

Dodaj komentarz