Z Danielem poznaliśmy się przypadkiem, ale takich przypadków się nie zapomina. W Limie prowadził swoją kafejkę internetową, a ja w tamtym czasie coraz częściej jeździłam z grupami do Peru i Boliwii. Internet w Peru działał wtedy jak chciał, a telefon też nie zawsze. Ale Daniel i jego Ciber Internet byli jak złoty klucz do świata — do kontaktu, który bywał na wagę złota.

Pamiętam, jak kiedyś stałam na stoku Kasprowego Wierchu, telefon w dłoni, a na drugim końcu świata — Boliwia, blokady, grupa mojego brata Michała potrzebowała pomocy. Daniel był w Limie, ale spiął nas wszystkich — jakby miał niewidzialne nici, które łączyły kontynenty.
Z czasem zabrałam go w podróż. Najpierw do Cuzco i Machu Picchu — dla Daniela to był pierwszy w życiu lot samolotem. Kupiłam mu bilet, a w Cuzco wręczyłam koszulkę z napisem po polsku „najlepszy kumpel na świecie”. Był dumny, wzruszony i trochę onieśmielony. Potem przyszła Boliwia — zjazd na rowerach słynną Drogą Śmierci, taniec salsy w Miraflores z moimi turystami, śmiech i wspólne zdjęcia w Ica, na wydmach w Huacachina.



Daniel niedawno przysłał mi list. Pisał w nim:
**„Joanna, bardzo się cieszę, że cię poznałem w 2008 roku. Dzięki tobie poznałem wiele rzeczy, ludzi i miejsc. To dla mnie coś niezapomnianego. Opowiadałem ci o mojej mamie i córce, a ty zawsze byłaś dla nich serdeczna. Zawsze je pozdrawiałaś, to było piękne z twojej strony. Pamiętam, jak spotkaliśmy się w Hotelu España w Limie, potem polecieliśmy do Cuzco i do Machu Picchu — wciąż mam bilet, który mi wysłałaś. Podarowałaś mi wtedy koszulkę z napisem ‚najlepszy przyjaciel na świecie’. Potem razem pojechaliśmy do Boliwii — jeździliśmy na rowerach, tańczyliśmy salsę w Miraflores z twoimi turystami. Kiedy przyjechałaś ponownie, pojechaliśmy do Pisco i Arequipy, rozmawialiśmy po keczua, a ty ubrałaś się jak Peruwianka z Arequipy podczas trekkingu do Kanionu Colca. Tylko buty nie pasowały…




Dla mnie to część mojego życia. Dlatego cokolwiek byś mnie nie poprosiła — zawsze byłem dostępny dla ciebie. Nigdy ci nie odmówiłem, bo jesteś osobą sympatyczną i życzliwą. Dziękuję za wszystkie prezenty, wycieczki po Peru, za pamięć o mojej mamie i córce. To było niezapomniane doświadczenie.”**
Nasza znajomość przetrwała lata. Daniel zna niemal wszystkich naszych pilotów. Kiedy jeden z naszych najlepszych pilotów, Piotr, przyjeżdża z grupą do Limy — Daniel często przychodzi. Wita turystów, wspiera grupę, opiekuje się pilotem, choć nigdy nie został przewodnikiem. Ale zawsze jest. W koszulce Kiribati Club, czasem w tej z napisem „Polska”, z uśmiechem, z kilkoma polskimi słowami.
W trudnym momencie swojego życia Daniel zrobił dla mnie makietę — ręcznie wykonaną, pełną szczegółów i serca, z logiem Kiribati Club. Mamy ją dziś w naszym biurze. Ostatnio przywieźliśmy ją na coroczne spotkanie pilotów. Symbol tej relacji, która zaczęła się przypadkiem, a została na zawsze.


Jego córka, Kimberly Francis, urodziła się w tym samym roku co mój syn Mateusz. Dziś jest w Paryżu, pracuje w kuchni i radzi sobie świetnie. Ostatnio wymieniliśmy się zdjęciami. Daniel
2 / 2
mówi o niej z dumą — to jego największa radość. Kiedy o niej opowiada, wiem, że któregoś dnia muszę ją odwiedzić.

Lubię wiedzieć, że Daniel jest w Limie. Wiem, że jeśli trzeba będzie — odbierze telefon. Nasz człowiek w Peru.




