Sycylijskie Dolce Vita

To pierwsze słowo, które przychodzi mi na myśl, kiedy zabieram się do napisania opowiadania o naszych podróżach na tą niezwykłą wyspę .

Sycylia jest słodka.

Wyspę, która ma bardzo ciekawą przeszłość bowiem wędrowali na nią Grecy, Rzymianie, Arabowie, Normanowie- potomkowie skandynawskich Wikingów, w końcu Hiszpanie.

XX wiek naznaczył Sycylię narodzinami mafii, która rozprzestrzeniła się z powodu migracji do Stanów Zjednoczonych. Ten niechwalebny symbol Sycylii wciąż jest obecny, i to nie tylko za sprawą produkcji filmowej Francisco Ford Coppoli pod tytułem Ojciec Chrzestny.

Jednak na Sycylii, każda chwila wydaje się słodka, a to za sprawą wszechobecnej kolorowej ceramiki, pięknych widoków, pachnących kwiatów, owoców pomarańczy sycylijskiej,granatów, migdałów,cytryn rosnących na drzewach, granatowo-turkusowej wody trzech mórz oblewających ją dookoła. W końcu przepysznych słodyczy, których smaki wydają się największą rozkoszą i są warte grzechu. Lody pistacjowe i migdałowe są podawane w postaci granity (zmrożonych owoców) w specjalnej bułce sycylijskiej brioche i to na śniadanie (przewrotnie dla nas nazywane po włosku colazione),. Jest też Cannolo Siciliano -rurka z ricottą i pistacjami, z różnymi dodatkami, które zaspokajają ludzkie gusta.

W końcu mamy śliczne „frutta martonara”idealną marcepanową imitację owoców sycylijskich.


Nie można pominąć wspaniałej kuchni sycylijskiej z daniem ku czci Belliniego – pasty a la Norma (mająca Was zachęcać do wysłuchania słynnej opery kompozytora urodzonego na Sycylii), owoców morza w różnej postaci przygotowanych na słodko, pikantnie łącząc arabskie i hiszpańskie wpływy,. Nie braknie też sycylijskiej włoskiej pizzy i makaronów o różnych smakach w tym pistacjowych lub pierożków nadziewanych truflami.

To była moja kolejna podróż na Sycylię z nieznajomymi ludźmi, których miałam otoczyć opieką i pokazać to co, w Sycylii pokochałam.

Wiedziałam, że będzie pięknie, i z każdym dniem rozkoszowaliśmy się Dolce Vita. Dolce Vita to powolne delektowanie się życiem, każdym smakiem, dźwiękiem, widokami. Uczyliśmy się takiego życia, kształtując tą umiejętność w uśmiechach do siebie, w rozmowach i wspólnym zwiedzaniu.
Podróż rozpoczęła się w Katanii, mieście które swoje istnienie podporządkowało groźnemu wulkanowi Etnie. Na szczęście wciąż chroni ją od nieszczęścia welon Świętej Łucji, która jest jego patronką. Pierwsze chwile spędziliśmy na Piazza del Duomo, poznaliśmy słynnego słonia pod którym spotykają się mieszkańcy Katanii, a rano udaliśmy się na targowisko by uczestniczyć w widowisku – sprzedaży ogromnych mieczników, owoców morza, ryb i innych specjałów sycylijskiej kuchni. Skosztowaliśmy świeże ostrygi z porannym łykiem sycylijskiego wina, które do nich było serwowane.

Bez smutku opuszczaliśmy Katanię, wiedząc,że jeszcze do niej wrócimy…

Dziś na nas czekały Syrakuzy, miasto słynnego Archimedsa, przesycone starożytną historią i niesamowitą atmosferą. Odwiedziliśmy teatr grecki, jeden z największych takich miejsc na świecie, choć najpiękniejszy czekał na nas pod koniec wyprawy w Taorminie. Pokrzyczeliśmy w rajskim kamieniołomie zwanym Uchem Dionizjusza, tyrana,który podsłuchiwał tam swoich więźniów. Akustyka tego miejsca jest niezwykła .


Jakkolwiek wszystko w Syrakuzach było piękne i ciekawe, my czekaliśmy by spełniło się marzenie uczestniczki naszego roadtripu i wraz z nią przeżywaliśmy ten moment.
A była to wizyta w kościele, w którym nad ołtarzem wisiał oryginalny obraz Michelangelo Caravaggio, znanego malarza, który tworzył na przełomie XVI i XVII wieku, malarza zabójcę, który był zmuszony po nieumyślnym ponoć spowodowaniu czyjejś śmierci uciekać na Sycylię . W swoich obrazach wyrzekł się piękna ludzkiego ciała, które idealizowali renesansowi malarze.

Ze wzruszeniem przyglądałam się pasji wędrującej za dziełami sztuki kobiecie, która powoli stawała się moją kompanką podróży.
Na nocleg dojechaliśmy do Fontanne Bianche, jakże pięknie brzmiącej nadmorskiej miejscowości i wspólnie razem biesiadowaliśmy,świętując 30 lecie małżeństwa uroczej pary.
Następnego dnia czekało na nas Noto, jedno z trzech pięknych sycylijskich miast (na południowym wschodzie) wyspy odbudowanych w stylu baroku sycylijskiego po trzęsieniu ziemi z 1693 roku.

Noto zachwyca swoją architekturą i migdałami, a my wypiliśmy sobie dla ochłody i lepszego humoru włoski aperol.
Do Modica i Ragusa tym razem nie dojechaliśmy. Będzie jeszcze powód by na Sycylię powrócić.

Udaliśmy się za to w stronę Marzamemi, gdzie zjedliśmy przepyszny lunch na kolorowym placu z widokiem na Morze Jońskie.
Do Marzamemi warto pojechać jak chce się odkryć prawdziwą, autentyczną Sycylię, z dała od tłumów.

I nadszedł czas przenieść się myślami w daleką przeszłość.
Równie słonecznego dnia jak każdy inny, udajemy się na zachód wyspy w kształcie trójkąta, której symbolem jest Trinacria – meduza w kształcie kobiety, do której zostały dołączone trzy zgięte w kolanach nogi. Symbol ów oznacza trzy jej najdalej wysunięte punkty.
Zmierzamy w stronę jednego z nich na zachodzie,by zobaczyć Schody Turków, mylnie zwane tureckimi i wykąpać się przy białych klifach zwanych owymi schodami. Tu ponoć chowali się Turcy, przed napadem na okoliczną ludność.
Po południu, czeka nas spacer aleją wśród niesamowitych i dobrze zachowanych świątyń greckich, które potem kolejno przejmowały inne cywilizacje i przekształcały je na swój użytek.
Te budowle są niezwykle i przenoszą nasze myśli w odległe czasy, ale też zastanawiamy się jak krótkie jest nasze życie w obliczu tej historii.
Robimy sobie zdjęcia z cieniami,by zostały po nas na ziemi i pędzimy na północ do urokliwego nadmorskiego Cefalu.
Nie pamiętam bardziej piękniejszego nadmorskiego miasteczka, leżącego przy ogromnej skale La Rocca niż to włoskie miasteczko jakie widziałam w swoim życiu.

Kiedyś właśnie na niej toczyło się życie mieszkańców. Czuli się tam bezpiecznie i pełniła w pewnym sensie rodzaj schronu w czasach, kiedy nie było zagrożeń bombami atomowymi. Mieszkańcy radzili sobie na skale, zbierając deszczówkę do specjalnych cystern i budując rurociągi, które transportowały wodę spływającą stokami, kiedy oblężenie trwało zbyt długo. Mieszkali w drewnianych chatach lub w głębieniach na skale, a widok mieli obłędny.

My też wspinamy się na sam szczyt la Rocca, podziwiając z góry też widok na miasteczko Cefalu z piękną katedrą w stylu normandzkim wybudowaną przez Rogera II. Ów średniowieczny rycerz i polityk wpierw zjednoczył wszystkie ziemie podbite w Italii przez Normanów, a potem w koronował się na króla Sycylii.Obawiając się o własne życie, w czasie sztormu na morzu, przysiągł Świętemu Zbawicielowi, że jeśli przeżyje burzę, wybuduje katedrę.
W Cefalu jesteśmy 3 dni, mamy czas poczuć klimat miasteczka, odwiedzić średniowieczną pralnię. Chciałoby się jednak dużej i planujemy kiedy tu wrócimy.

Jeszcze dobrze pamiętam gwar, zapach i smak Palermo. Pojechaliśmy tam pociągiem, na chwilę zostawiając nasz busik.
Palermo zdecydowanie jest najpiękniejszym, dużym miastem na Sycylii. Jest też dumną stolicą z siedzibą prezydenta i parlamentu.
Szczyci się piękna architekturą, zapewniającą ekstremalne doznania. Od przepychu barokowych kościołów, normańskich pałaców, arabskich kopuł,bizantyjskich mozaik może rozboleć głowa,szczególnie kiedy wtapiamy się w gwar uliczny tysiącletnich bazarów, ryku skuterów i prania rozwieszonego na starych domach. W tym mieście melanżu kultur współczesnej Italii możecie spróbować specjału baranich wnętrzności – śledziony od mistrza Street Foodu.

Nasz następny dzień będzie dniem odpoczynku. Od hałasu Palermo przeniesiemy się na dwie z siedmiu wysp Liparyjskich pochodzenia wulkanicznego. Popłyniemy na rejs by podziwiać turkus wody morza Tyrreńskiego i wykąpiemy się na wyspie Vulcano przy samych kraterze aktywnego wulkanu, racząc nasze ciała kąpielą siarkową.

Nie można pisać o Sycylii nie wspominając o Cossa Nostra – tajnej organizacji przestępczej w USA, mającej swoje korzenie na Sycylii. Mimo licznych aresztowań szefów mafii, konfiskaty ich majątków, jest wciąż obecna i nadal zajmuje się wymuszeniami.

My poznajemy mafię sycylijską w bardziej przyjemny sposób.
Jedziemy do Savoca do uroczego miasteczka, gdzie kręcono niektóre ze scen Ojca Chrzestnego. Drogę w górę miasteczka pokonujemy słuchając muzyki filmowej z znanej produkcji Coppoli. Na początek odwiedzamy bar Vitelli, w którym Michael Corleone pytał ojca Apolloni czy może się z nią spotykać. Udajemy się także do kościółka, w którym bohaterowie pięknej,jednak nieszczęśliwie przerwanej miłości brali ślub.
W filmowym Corleone zajadamy się sycylijską pizzą i wchodzimy w rolę bohaterów filmowych. Kobiety czują się jak Apollonia, a mężczyźni jak Michael Corleone. Nasze aktorskie uśmiechy dokumentują zrobione zdjęcia.

Następnie ruszamy na plażę,by odpocząć w hoteliku w pobliżu perły Sycylii -najbardziej prestiżowego miasta Taorminy.
Taorminą zachwycali się wielcy podróżnicy i artyści. Wśród nich byli Johann Wolfgan Goethe („ to najwspanialsze dzieło sztuki i natury”), a nasz rodak Jarosław Iwaszkiewicz spędził w miasteczku trzy lata życia. Jest niezwykle piękna i malownicza, a widoki z placu czy teatru greckiego zapierają dech w piersiach Etna góruje nad Taorminą, a na ulicach znajdują się tłumy ludzi, bogate sklepy i piękne restauracje. Tu zdecydowanie trzeba przyjechać i pobyć, a potem uciekać i wspominać Taorminę na jednej z pobliskich plaż. Isola Bella to jedna z nich- prawdziwa perełka. Najlepiej do eksploracji o poranku, zanim dotrą do niej tłumy plażowiczów.

Już prawie koniec naszej wyprawy, choć zostaje jeszcze do zobaczenia wąwóz Alcantara. Wiele tysięcy lat temu wylana lawa z wulkanu zetknęła się z najdłuższą rzeką Sycylii i utworzyła niesamowity wąwóz z czarnej lawy.
Brodzimy w zimnej wodzie i podziwiamy skały z lawy osiągające momentami wysokość około 50 metrów.

Etna jest ogromna. To co widzimy z dołu to tylko fragment wulkanu. W rzeczywistości ma cztery główne kratery i ponad dwieście pobocznych. Jest kontrolowana przez naukowców wulkanologów. Do erupcji dochodzi często i zawsze w nowym kraterze. Nie są to jednak groźne wybuchy, mimo to czasem zamykane jest lotnisko w Katanii w wyniku nadmiernego pyłu wulkanicznego.
My wjeżdżamy na Etnę naszym busikiem. Z czasem drzewa zmieniają się w krzewy, które też w końcu znikają. Widzimy skały z zastygłej lawy. Krajobraz jest nieziemski- gleba pokryta czarnym pyłem i zielone kępki trawy.
Dotarliśmy na księżyc myślę sobie po cichu i patrzę na reakcje moich towarzyszy podróży.
Jest wreszcie zimno w słonecznej Italii.

Podróż nasza zatoczyła koło. Znowu znaleźliśmy się w Katanii bo kolejnego dnia odlatywał nasz samolot do Krakowa.
Jednak to nie był koniec naszych przygód!
W podróży wszystko się może zdarzyć. Wiedzą o tym zaprawieni podróżnicy Trochę tak podobnie jak w życiu.
Są chwile radosne i chwile grozy.
W ostatni dzień zniknął nasz busik. Nie mogliśmy w to uwierzyć, a jednak nie było go w miejscu, w którym go pozostawiliśmy.
Na szczęście był ubezpieczony i czekało nas tylko zgłoszenie na policji. Swoją drogą było to ciekawe doświadczenie z włoskimi Carabinieri.
A my zastanawialiśmy się czy aby nie stała za tym niespodziewanym incydentem mafia sycylijska?

Dodaj komentarz